Aktualności - Słowo na niedzielę 04.10.2026

2026-10-03

Słowo na niedzielę 04.10.2026

W czasie letnim najczęściej słyszymy w Ewangeliach przypowieści związane ze żniwami zboża, kłosami, ziarnem, itp. W czasie wczesnej jesieni dominuje obraz winnicy, a winnica Pana jest Dom Izraela. Pan Jezus opowiada o tym jak niegodziwi rolnicy, którym Pan powierzył winnice sprzeciwiają się Jego sługom a potem posuwają się do najgorszego chcą przejąć winnice na własność więc zabijają Syna gospodarza, wyrzucając go z jego własnego dziedzictwa. Czy ktokolwiek słyszał o tym żeby można było legalnie przejąć majątek po zabitym człowieku? Czy śmierć dziedzica sprawia, że majątek można t tak za darmo przejąć? Tak może myśleć tylko ktoś skrajnie zuchwały. I właśnie Pan Jezus w tej przypowieści występuje przeciwko zuchwałości. Takiej szczególnej zuchwałości w której człowiek zapominając że żyje dzięki Bogu i na Bożym świecie, można powiedzieć: żyje z Boga, sprzeciwia się Bogu, chce Go wyrzucić ze świata i nawet w jakiś sposób uśmiercić. Jeśli nie może zabić Boga fizycznie to przynajmniej chce Go wykluczyć społecznie, zupełnie zredukować.

Jest takie opowiadanie science-fiction napisane przez Alana Granta, ale jest to czytelna metafora. Otóż na pewnej planecie mnisi sfrustrowani przestrzeganiem zasad, a szczególnie moralnych zakazów, postanowili potajemnie wynająć płatnego mordercę, aby złapał i zabił ich bóstwo, tzn. „boga” tej planety. Oczywiście zabójca wziął sporo pieniędzy ale zadania nie mógł spełnić, choć szukał po całej galaktyce. W końcu przekonał mnichów i mieszkańców planety że sami mogą się wyzwolić i swoje bóstwo obalić. I tak też zrobili tylko że w tym momencie planeta zapadła się i obróciła w pustkę. Tak smutno zakończyła się Pieśń o Winnicy zapisana przez proroka Izajasza, którą słyszeliśmy w I-szym czytaniu. Pracującym w winnicy czy nawet jej samej przeszkadzał mur, bo wydawało się że ogranicza wolność. Przeszkadzała im wieża strażnicza, bo wydawało się że winnica nie ma prywatności i jest ciągle obserwowana. Przeszkadzała tłocznia bo była widocznym wezwaniem do rodzenia owoców i miejscem gdzie owoce były wyciskane. Tłocznia jest symbolem sprawiedliwości a nawet gniewu na grzechy. Kiedy winnica Pana sama zdetronizowała swojego Właściciela oto co On uczynił: rozebrał mury i wieżę i przestał dbać i uprawiać swoją własność. I oto piękny ogród winogronowy stał się rumowiskiem i dziczą pełną zarośli i dzikich zwierząt, stał się nieprzydatny do niczego. Benedykt XVI mówił do swoich rodaków Niemców że Europa pozbywszy się chrześcijańskich wartości jakby wyrzuciła słońce z nieba a teraz sama zmaga się z ciemnością.

Kiedy zastanawiamy się np. nad historią rozbiorów Polski, dziwimy się jak to się stało, że nasz własny sejm je przegłosował? Odpowiedź znajdujemy w dzisiejszej przypowieści. Jaśnie panowie szlachtą zapatrzeni w złota wolność, w której szlachcic na zagrodzie był równy wojewodzie, uważali ziemię i ludzi zachowują własność. Nie podobała im się z jednej strony Polska słaba, w której król nie wiele znaczył i można było powiedzieć za klasykiem „Rzeczpospolita nierządem stoi”. Z drugiej strony nie podobały im się reformy Konstytucji 3 Maja, które zagrażały końcem złotej wolności w stylu „jedź, pij i popuszczaj pasa”. Zuchwali, lekkomyślni, krótkowzroczni zgodzili się na pozbycie samej ojczyzny myśląc że zachowają wszystko inne, zwłaszcza wolność i własny status quo. Zapomnieli, że to wszystko zawdzięczali może i słabej, ale własnej Ojczyźnie i bardzo szybko gorzko zapłakali pod butem zaborców.

Podobnie rzecz ma się z wiarą, która jest korzeniem, dzięki któremu nasza współczesna winnica rodzi jeszcze słodkie owoce. Kiedy pod koniec XVIII wieku w Europie zapanowały czasy Oświecenia, ówcześni wolnomyśliciele jak najbardziej uznali wszystkie wartości chrześcijańskie takie jak miłość, misja, bezinteresowność, miłosierdzie, heroizm, poświęcenie, itp. Ale jednocześnie zaczęli je zupełnie odcinać od korzenia, jakim jest Chrześcijańska wiara w Boga. Wyrzucić Boga a cieszyć się owocami wiary w Niego. Zabić Dziedzica, żeby posiąść Jego dziedzictwo. Szybko się okazało, że wspomniane wartości bez religijnego korzenia uschły na badyle. Myśliciele i wierzący jak Lewis czy Chesterton i niewierzący jak Kołakowski bili na alarm, że to koniec naszej współczesnej winnicy. Ale obecni przywódcy są głusi. Cały czas mają nadzieję, że jak się człowiekowi lepiej zapłaci, powoła na jakiś humanizm lub ochronę planety, lub szczytne ideały jedności, to człowiek znów zacznie być bezinteresowny, szczery, gotowy na poświęcenie, miłosierny itd. Nic bardziej mylnego. Człowiek dobrze opłacany może być co najwyżej solidny, ale nigdy nie będzie święty za pieniądze. Nigdy nie będzie prawdziwie powołany. A nie tylko kościół, ale i szkoła, i szpital, i wojsko, i policja i służby i urzędnicy i politycy tak jak i duchowni nie mogą być tylko solidni, muszą być naprawdę powołani. Inaczej nasza winnice stratują dziki i zagłuszą chaszcze.

Pan Jezus pyta na koniec swoich słuchaczy co zrobi właściciel winnicy kiedy wróci? Oni mówią że nędzników wytraci marnie a winnicę odda innym. Pan Jezus mówi jednak inaczej. Mówi, że odrzucony kamień stanie się kamieniem węgielnym nowej budowli. Wyrzucony z Winnicy dziedzic zasądzi dokoła siebie nową winnic, założy ją od nowa, otoczy murem i będzie strzegł z wieży, podczas gdy tamta zdziczeje. Ile już winnic zdziczało w ciągu historii i ile razy Bóg zakładał swoją winnicę od nowa? Trzeba będzie w końcu wybrać, do której winnicy chcemy należeć i dla której pracować i z której owoców korzystać. Nowe pędy i nowa winnica zdaje się rosnąć tuż przy tej starej, zdziczałej. Nie trzeba nawet się przeprowadzać, żeby podjąć nowe dzieło Boże. Tak dzieje się już powoli na Zachodzie i tak pewnie stanie się u nas.

 

Ks. dr Bartłomiej Krzos.