Aktualności - Słowo na niedzielę 06.09.2026

2026-09-05

Słowo na niedzielę 06.09.2026

Dzisiejszą Ewangelię moglibyśmy streścić w pytaniu: „jak radzić sobie ze złem?” Zło nie atakuje od razu. Ono rozwija się powoli poczynając od niewielkich grzechów poszczególnych ludzi tu i tam. Radzenie sobie ze złem przypomina leczenie zębów (lepiej pójść do dentysty, póki ubytek jest mały i bezbolesny) albo popularne dawniej cerowanie ubrań (jak mówi przysłowie: „zaszyj dziurkę, póki mała”). Brak reakcji na zło Benedykt XVI nazywa „grzechem milczenia”. Nie chodzi o to, że człowiek dziś w ogóle się nie odzywa, czy w ogóle milczy. Współczesny człowiek mówi wiele, nawet bardzo wiele i zwracać wiele uwagi, ale niestety zwraca uwagę na sprawy błahe, niegroźne, nieistotne. Stosuje tematy zastępcze, a przemilcza albo pomija sprawy ważne, na które wypadałoby zareagować, żeby stłumić zło w zarodku.

Upomnienie braterskie ma na celu uzdrowienie. Pan Jezus wyraźnie wymienia etapy tego uzdrowienia: najpierw powiedz w cztery oczy, potem weź jednego lub dwóch świadków, jeśli to nie pomoże przedstaw sprawę Kościołowi (dosłownie: wspólnocie powołanych). Zauważmy że nigdzie nie ma tu etapu: narów hałasu i rozgadaj wszystko sąsiadom, albo zrób aferę w mediach, albo „hejtuj” czy krytykuj. Takich rozwiązań Pan Jezus nie zna. Św. Jan Paweł II, podczas swojej pielgrzymki do Polski mówił o Bożych Przykazaniach. VIII Przykazanie brzmi: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Każde fałszywe świadectwo jest świadectwem przeciw bliźniemu. Ale Papież-Polak powiedział też odwrotnie: każde świadectwo wygłoszone przeciw bliźniemu jest fałszywe. Nawet jeśli ktoś rozgłaszałby prawdziwe grzechy bliźniego, jeśli robi to na złość, przeciw bliźniemu, żeby mu zaszkodzić, to takie świadectwo nie służy prawdzie, ale zawsze kłamstwu, a może nawet i samemu ojcu kłamstwa.

Św. Augustyn, kiedy pisał o cnotach, nauczał, że dobro od zła nie odróżnia się skutkami, skalą, jakością czy opinią. Dobro od zła odróżnia się tylko tym, że dobro jest świadczone z prawdziwej miłości. Augusty nie wyliczał całego katalogu cnót. Mówił raczej: „kochaj i czyń co chcesz”. Jeśli kochasz bliźniego tak jak kocha go Chrystus, to wiadomo, że nie uczynisz dla niego nic złego. Jeśli nie mam w sercu miłości, to intencje moje mogą być nawet szczere, ale zawsze mogą wtedy skrzywdzić. To właśnie św. Augustynowi zawdzięczamy między innymi spowiedź na ucho. To on sprzeciwiał się wyciągania osobistych grzechów wiernych na widok publiczny przed całą wspólnota od razu. Publiczne oskarżanie bez wcześniejszego upomnienia i próby uzdrowienia jest tylko zdradą i zniesławieniem.

Św. Jan Chryzostom zwracał uwagę na upominanie w cztery oczy. To znaczy, że trzeba bliźniemu popatrzeć w oczy. Czasem łatwiej jest obejrzeć najstraszniejszy horror w telewizji czy reportaż z jakiejś katastrofy niż spojrzeć bliźniemu prosto w oczy. Dlatego upomnienie braterskie jest jednym z najtrudniejszych dobrych uczynków. A jednocześnie jest najważniejszym uczynkiem miłosierdzia co do duszy – zajmuje pierwsze miejsce na tej liście. Ten fragment Ewangelii został przez wygodnego kaznodzieję nazwany szkołą przyjaznej odwagi. Bylibyśmy o wiele lepsi, unikalibyśmy wielu kłopotów i nie byłoby tyle zła na świecie, gdyby nam nie brakowało tej przyjaznej odwagi.

Mówienie o upomnieniu braterskim Pan Jezus powiązał nadaniem Apostołom prawa związywania i rozwiązywania, ze skutkami nie tylko na ziemi ale i w niebie. Dyscyplina we wspólnocie, nauczanie i upominanie ma się wiązać tylko z tym i aż z tym, co ma skutki w wieczności, a więc z moralnością, bo zarówno grzechy jak i dobre uczynki mają swoje skutki w wieczności. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że Pan Jezus nie wprowadził niczego nowego. Faryzeusze i uczeni w piśmie czyli rabini, opierając się na komentarzach do Prawa Mojżeszowego, które ciągle studiowali, mieli prawo pouczać, a nawet w skrajnych przypadkach wyłączać ze wspólnoty przy danej synagodze. Rabin był nauczycielem życia, udzielał on porad na każdy temat i oczekiwano od niego szczegółowych wskazówek. Tu właśnie leży fundamentalna różnica. Pan Jezus polecił upominać się w sprawach, które mają swoje echo w wieczności. Upomnienie braterskie nie może dotyczyć tego, że komuś się nie podoba jak drugi spędza czas wolny, jak wydaje pieniądze, do jakiej szkoły posyła dzieci, jak sprząta w domu, jakie ma poglądy ekonomiczne, itp. Jeśli zaczynamy się wzajemnie pouczać w wolnych sprawach życia tylko dlatego, że „ja sądzę inaczej” albo że „to mi się nie podoba” albo „ja mam inne poglądy”, to zamiast apostołów stajemy się rabinami. Tworzymy swoje własne synagogi, w których to my sami mianujemy się rabbi, czyli ostateczną instancją oceniającą i podsumowującą. Te synagogi w których przemawiamy jakby z katedry mają siedzibę w naszych domach, ale są tez przenośne, bo chodzimy gościnnie z „wykładami” na temat świata i życia do bliźnich. Bliźnich, którzy jeszcze słuchają, zaliczamy do własnej synagogi, innych z pogardą wykluczamy. Dobrze być rabinem czyli nauczycielem życia dla wszystkich dokoła, a ciężko być prawdziwym apostołem. Jakże łatwo pomylić jedno z drugim, jakże trudno uczyć się apostolstwa.

Małe rozważanie filozoficzne na koniec

Upomnienie braterskie zakłada, że bliźni zrozumie o co chodzi. Żeby człowiek zrozumiał, że robi źle, powinien mieć pewien system wartości. Jest możliwe upominanie się nawzajem jedynie w obrębie wspólnego systemu wartości: tylko wtedy upomniany człowiek zrozumie że robi źle a nie będzie się dziwił o co chodzi. Dziś niestety systemy wartości są różne, nawet wśród ludzi wyrastających z jednakowej katolickiej i polskiej tradycji. Zmianę w systemach wartości zauważył już przez wojną badacz Arthur Lovejoy [czyt. artur lowdżoj]. To różnice w systemach wartości sprawiają, że choć jeden bliźni napomina drugiego po katolicku i po polski, to drugi, zamiast się poprawić, czuje się atakowany lub uważa, że ktoś się czepia. Inny badacz Jonathan Haidt [czyt. dżonatan haid] zauważył, że nasze systemy wartości opierają się najpierw na pięciu a potem na sześciu filarach. Filar to wartość uznawana za dobrą, której przeciwieństwo uznaje się za złe. Początkowo wyróżniano 5 filarów (podam je w parach razem z przeciwieństwami): troska/krzywda, autorytet/bunt, uczciwość/oszustwo, lojalność/zdrada, świętość/profanacja. Potem dołączono jeszcze wolność/zniewolenie. Nie każdy człowiek posiada wszystkie te filary, niektórzy owszem opierają swoją moralność na wszystkich sześciu, ale jest wielu takich, którzy mają powiedzmy tylko trzy. Dodatkowo jedni mają trzy takie, a drudzy inne. Współcześnie większość ludzi podziela tylko pierwszy filar. Każdy zauważy gdy bliźni kogoś krzywdzi i sądzę, że każdy krzywdzący będzie mieć wyrzuty sumienia. Człowiek głęboko religijny, który ceni też świętość i autorytet oburzy się, gdy zetknie się z anarchistą mającym za nic świętości. Na pewno też zwróci mu uwagę, ale oponent jej nie zrozumie. Co począć z faktem budowania moralności ludzkiej na mniejszej liczbie filarów, w dodatku innych? Otóż upomnienie braterskie będzie doskonałym barometrem, probierzem, który pokaże z jakim człowiekiem i z jakim systemem wartości mamy do czynienia. Można się smucić z tego powodu, że nie wszyscy podzielamy jednakowe wartości, można się modlić o wspólne wartości dla wszystkich, ale na nic oburzenie czy zaskoczenie, że ktoś może uważać inaczej niż my. Systemu wartości nie da się bliźniemu narzucić. Jedyne co można zrobić to pokazać jakie duchowe i ludzkie korzyści przynosi opieranie się na wielu filarach i szanowanie wielu wartości. Tylko wtedy można zachęcić bliźniego, aby sam oparł się na filarze, na którym opieramy się my. Tymczasem pogódźmy się ze świadomością, że mamy wielu pogan i celników, z którymi niekiedy razem pracujemy, uczymy się, a może nawet mieszkamy pod jednym dachem.

 

Ks. dr Bartłomiej Krzos.