Słyszymy dzisiaj jedne z ważniejszych słów Ewangelii wypowiedzianych przez Pana Jezusa: „Wysławiam Cię Ojcze, Panie Nieba i Ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi a objawiłeś je prostaczkom”. Przyjrzyjmy się znaczeniu tego znaczącego biblijnego słowa „maluczki/prostaczek”. W Starym Testamencie tym mianem określano dzieci, wdowy, sieroty, ubogich, cudzoziemców. Można byłoby nazwać tych ludzi „ułomnymi” w tym sensie że byli niepełni, wymagający pomocy. Chodziło o ludzi, którzy nie mogli liczyć na siebie, musieli liczyć na pomoc innych. Prawo Boże brało tych ludzi w obronę a krzywdzenie wdów, ubogich i sierot zostało określone jako grzech wołający o pomstę do nieba. Jeśli Pan Jezus wychwala Boga za to że „postawił na biednych i ubogich” czy inaczej mówiąc „ułomnych”, to może rodzić się przekonanie, że wiara jest dla słabeuszy.
W niemieckich obozach koncentracyjnych nie zostawiano więźniom żadnych złudzeń. Każdy nowo przybyły transport ludzi był „powitany” takimi słowami: „Żydzi maja prawo żyć tutaj tydzień, księża miesiąc, a wszyscy pozostali maksymalnie trzy miesiące”. Niemieccy naziści robili wszystko, zwłaszcza w specjalnym obozie w Dachau, żeby udowodnić wierzącym, a szczególnie duchownym, że wiara należy do słabych podludzi. Mało się o tym mówi, że każdy znak religii katolickiej wywoływał prawdziwą furię u prześladowców. Za szeptanie modlitwy, wykonanie znaku krzyża czy zbyt wyraźne zwracanie oczu ku niebu groziło bicie i maltretowanie. Przed więźniów rzucano w błoto poświęcone przedmioty czy symbole religijne, kazano celowo śpiewać obrażające wiarę piosenki, parodiowano święta, zabierano jedzenie w czas wielkiego postu albo kazano dźwigać belki w ramach „drogi krzyżowej”. Bł. bp Michał Kozal pisał, że niemieccy naziści nagradzali swoja młodzieżówkę za każdy akt dokuczania księżom czy znieważania wiary. Czasy się zmieniły, a dokuczanie wierzącym czy obrażanie wiary znów staje się modne. Nas wierzących spycha się do społecznego karceru czyli na tak zwany – wymyślony przez Marksa – margines społeczny. To znaczy że dla nas standardy są inne i zawsze gorsze. Czy bycie prostaczkiem i maluczkim, do których szczególnie przemawia Bóg, oznacza wycofanego słabeusza?
Pan Bóg sam odpowiadał na to pytanie przez proroków. Ci występowali zazwyczaj wtedy, kiedy bezbronny Naród Wybrany dostawał się pod ucisk potężnych sąsiadów lub najeźdźców. Prorocy mówili wtedy o „ubogich w Panu”, a to nie oznacza koniecznie ludzi bitych, pogardzanych i prześladowanych. Bóg nie domaga się od swoich wiernych, żeby byli popychadłami wszystkich. Ubogi w Panu, maluczki i prostaczek to człowiek, który jest niezaradny, niesamodzielny i zdany na pomoc, ale w sprawach jego duszy. To człowiek, który wie, że nie zbawi się sam, wie, że sam nie dojdzie do poznania całej prawdy o sobie, że sam sobie nie odpuści grzechów i sam z siebie nie będzie żyć wiecznie. Prostaczek i maluczki to jest żebrak, który prosi o dobra duchowe.
Bywało tak, że w niedzielę, kiedy wychodziliśmy do kościoła, spotykaliśmy między plebanią a kościołam potrzebujących, którzy chcieli dostać coś do jedzenia lub na jedzenie, chcieli na bilet czy na leki. Zazwyczaj dawaliśmy prosty warunek: zapraszamy na mszę świętą, która zaraz się zaczyna, a po niej chętnie pomożemy. Nigdy się nie zdarzyło, żeby któryś/któraś przystał na te propozycję. Nieraz się nawet oburzali albo mówili, że im się śpieszy. To byli ludzie materialnie potrzebujący, ale nie uznawali żadnej potrzeby duchowej. W sprawach wiary i własnej duszy mieli się za mądrych, roztropnych i samowystarczalnych. Nie w takich upodobał sobie Bóg. Z drugiej strony widziałem ludzi, którzy handlowali nieruchomościami na skalę międzynarodową, pisali książki do Oxfordu lub robili operacje na otwartym mózgu, widziałem jak ci ludzie słuchali ze skupieniem zwykłego kazania, pokornie klękali do spowiedzi lub prosili o błogosławieństwo dla floty swoich samochodów. Tacy są „ubogimi Pana”, takim Pan przekazuje wszystko, co otrzymał od Ojca. Dla ówczesnych i współczesnych faryzeuszów i uczonych w piśmie, to znaczy dla takich, którzy sami próbują zajmować miejsce Boga w swoim świecie – rzeczy Boże pozostają zakryte.
Pan Jezus woła tych, którzy są udręczeni i obciążeni. Tym obiecuje pokrzepienie. Te dwa słowa oznaczają w oryginale wszystkie trudności wewnętrzne i zewnętrzne. To znaczy, że duchowe dobra Pan Jezus przekazuje od Ojca tym, co wzywają pomocy w swoich wewnętrznych problemach ducha, a także w zewnętrznych uciskach. Pan Jezus sam daje przykład takiej postawy, kiedy modli się i zwraca do Ojca przy cudach oraz decyzjach takich jak choćby wybór apostołów. Chrystus, który dokonuje cudów, rozkazuje pogodzie i karmi tysiące ludzi kilkoma chlebami radzi się Ojca kogo wybrać na apostołów i ucieka się do Niego, oddaje chwałę i dziękczynienie kiedy widzi jak ludzie prostego serca przyjmują Jego zbawienne orędzie. To jest nauka dla współczesnego człowieka, który sięga do gwiazd i głębi atomu, a w sprawach duszy jest bezradny jak dziecko.
Ks. dr Bartłomiej Krzos
Poniedziałek, środa, piątek w godz. 18.30 - 19.00.
W sprawach pilnych - tel. 699 870 634
Parafia Najświętszego Serca Jeusowego
27-400 Ostrowiec Świętokrzyski
ul. Poniatowskiego 4
tel. 699 870 634
nsjostrowiec@gmail.com
Konto parafialne
75 1240 1385 1111 0010 7496 5998