Dwa tygodnie temu Pan Jezus wybrał Apostołów i rozesłał ich na misję. Tydzień temu nauczył ich bronić się przed lękiem. A dzisiaj Pan Jezus zwieńczył swoją mowę misyjną słowami: „Kto nie bierze swego krzyża a idzie za mną, nie jest mnie godzien”. Przenieśmy się w wyobraźni tam na pagórki Galilei i stańmy duchowo wśród słuchaczy Chrystusa. Zrozumiemy jak musiały brzmieć wtedy te słowa. Krzyż wtedy nie był znakiem wiary i zwycięstwa. Był znakiem najgorszej kary, hańby i kojarzył się z bezwzględną władzą rzymską. Znano wtedy aż za dobrze takie korowody skazańców z krzyżami. W 70 r. p.n.e. po stłumieniu powstania Spartakusa kilka tysięcy skazanych jego zwolenników szło drogą Via Apia z belkami na plecach żeby tam zakończyć życie na kolejno ustawianych wzdłuż drogi krzyżach. Tamta „golgota” rozciągała się na kilka kilometrów. W roku 4 p.n.e. (wielu ze słuchaczy Pana Jezusa jeszcze to pamiętało) namiestnik rzymski krwawo stłumił powstanie niejakiego Judasza Galilejczyka. Skończyło się podobną makabryczną procesją skazańców z krzyżami. Takich historii było więcej jak imperium długie i szerokie i pewnie ludzie o nich mówili i wiedzieli. Jaki los zapowiadał Pan Jezus swoim uczniom?
Zwróćmy uwagę na pewien szczegół: Rzymianie samych przywódców buntów i rozruchów więzili i trzymali przy życiu. Skazywali tylko ich zwolenników, jakby chcieli pokazać: nie warto iść za buntownikiem bo on cie doprowadzi na krzyż. A Pan Jezus mówił, że nie zostawi swoich wiernych, nawet jeśli mieliby być wszyscy ukrzyżowani, to On sam będzie niósł krzyż na czele tej procesji. Pan Jezus nie jest przywódcą buntu, który traci swoich wyznawców. Pan Jezus jest złączony z uczniami wtedy, kiedy ich słuchają i wtedy kiedy ich krzyżują, na dobre i na złe. A związek „na dobre i na złe” nazywa się miłością.
Wiemy, że podczas ukrzyżowania skazanych ogołacano ze wszelkich praw ludzkich i zmuszani, by nieśli własne belki krzyżowe, wkładano je im na plecy, przywiązywano powrozami – to był jeden z elementów hańby. Pan Jezus mówi, że krzyża nikt nie będzie na plecy wciskał, trzeba go wziąć, wyciągnąć po niego ręce, jakby było to coś cennego. Wiele rzeczy Pan Jezus na świecie zdziałał, wiele słów wypowiedział, wiele cudów uczynił, ale zbawienie dokonało się nie przez słowo, czyn czy cud, ale wtedy, kiedy Panu Jezusowi niesprawiedliwie odebrano wolność i życie a On sam przyjął to odebranie w ciszy serca. Sam wyciągnął ręce po swój krzyż. „Kto nie bierze swego krzyża nie jest mnie godzien” to słowo „godzien” w języku greckim oznacza „równoważny”, jakby razem położony na wadze szalkowej. My jesteśmy gotowi do wielkich dział i czynów w imię Pana Jezusa. Potrafimy mówić wielkie słowa o Nim. Ale kiedy chcą nam coś niesprawiedliwie zabrać, na to się nie chcemy zgodzić. Nie przyjmujemy krzywd, nie wyciągamy rąk po krzyż, uciekamy od niego i tego krzyża brakuje na naszej szali na wadze Bożego Sądu i nasza szala okazuje się zbyt lekka. Jak babiloński król Baltazar z księgi Daniela możemy usłyszeć surowe słowa: „Położono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki”. Jeśli ktoś wyrzeka się krzyża, to naprawdę nie będzie na Bożym sądzie żadnej różnicy czy wyrzekł się krzyża dla butelki wódki czy dla profesorskiej togi. I tak będzie zbyt lekki bez krzyża.
Kto kocha ojca i matkę bardziej niż mnie – mówi Pan Jezus – nie jest mnie godzien. Te słowa brzmią dla nas jakoś dziwnie, tak jakbyśmy się mieli wyrzec ojca i matki. Istnieje na Zachodzie taka koncepcja „Jezusa-Przyjaciela” (ang. Fellow-Jesus [czyt. felou-dżizes]). Jej zwolennicy uważają Pana Jezusa za dobrego człowieka, przyjaciela ubogich i dzieci, nauczyciela moralności, obrońcę uciśnionych, ekologa i nie wiem jeszcze kogo, ale nie uznają Go za Boga. Z przykazań Bożych trzy pierwsze dotyczą Boga a siedem kolejnych dotyczy ludzi. Miłość do rodziców jest nakazana IV-tym Przykazaniem, a więc rodzice są najważniejszymi z ludzi. Jeśli Jezus-Przyjaciel jest tylko człowiekiem, to zawsze będzie na którymś miejscu dalej: za rodzicem, za dzieckiem, za małżonkiem, a teraz to nawet za pieskiem i kotkiem. Dlatego Pan Jezus podkreśla, że miłość do Niego musi się mieścić w pierwszych trzech Przykazaniach. Mówi, że miłość do Niego jest miłością Boga, a nie człowieka. Jeśli nie uznamy Jezusa Chrystusa za Boga to cóż nam pomoże, jeśli uznamy Go za przyjaciela, społecznika czy ludowego przywódcę? Clive Lewis [czyt. klajw luis] napisał, że ten, kto naprawdę uznaje i szanuje Chrystusa, uznaje Go za Boga, a więc stawia w przykazaniach przed rodzicami i resztą świata. Kto zaś nie uznaje Boga w Panu Jezusie, ten tak naprawdę niewiele Go szanuje. Pan Jezus używa tu kolejny raz tego słowa o szalach na wadze. Kto nie uznaje Go za Boga, ten na Bożym Sądzie okaże się zbyt lekki. Czy cokolwiek pomoże mu, że uznawał Pana Jezusa jedynie za człowieka – obrońcę praw ludzi i zwierząt? Takie uznanie nie przechyli języczka u wagi na Bożym sądzie.
Ewangelia dodaje: kto przyjmuje proroka jako proroka, ten otrzyma nagrodę prorocką. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, ten otrzyma nagrodę sprawiedliwego. A możemy tu dopowiedzieć: kto przyjmuje Chrystusa jako Boga, otrzyma nagrodę Bożą, a jest nią zbawienie i szczęśliwa wieczność w niebie.
Ks. dr Bartłomiej Krzos.
Poniedziałek, środa, piątek w godz. 18.30 - 19.00.
W sprawach pilnych - tel. 699 870 634
Parafia Najświętszego Serca Jeusowego
27-400 Ostrowiec Świętokrzyski
ul. Poniatowskiego 4
tel. 699 870 634
nsjostrowiec@gmail.com
Konto parafialne
75 1240 1385 1111 0010 7496 5998