Aktualności - Słowo na niedzielę 08.02.2026

2026-02-07

Słowo na niedzielę 08.02.2026

Słowa dzisiejszej Ewangelii były wypowiedziane zaraz po Ośmiu Błogosławieństwach. Papież Benedykt XVI nazwał Błogosławieństwa charakterystyką Pana Jezusa. Gdyby ktokolwiek chciał zapytać naocznych świadków Jego życia, jaki naprawdę był Pan Jezus, to trzeba by opisać Go słowami tych błogosławieństw: był ubogi duchem, czasem zamyślony, zawsze cichy, zawsze czystego serca, rozpalało go pragnienie sprawiedliwości i wprowadzał pokój, a ponad to był prześladowany. Ten sam opis powinien pasować do każdego ucznia Chrystusa. Jeśli tacy będziemy, to zasłużymy na miano: „soli ziemi i światłości świata”.

Znaczenie tych dwóch symboli jest bardzo głębokie. W naszej kulturze znanej z powiedzenia „czym chata bogata” wita się gości chlebem i solą, a więc sól jest bogactwem domu. Sól w przysłowiu związana jest z działaniem rozsądnym, które potrzebuje czasu. Zanim człowiek pozna człowieka upływa tak długi czas, że zużyje się beczkę soli. Sól jest środkiem konserwującym i chroni od zepsucia. Sól nadaje smak i czyni wszystko miłym do spożycia. Sól oznacza też w Biblii radykalną uczciwość i czystość zamiarów. W Starym Testamencie zawieranie przymierza przypieczętowywano spożyciem soli. Solą tez posypywano ofiary składane Bogu na znak czystości serca i intencji składających. Solą oklepywano noworodki dla zdrowia i dezynfekcji. Sól zawsze „powie prawdę”: kiedy człowiek wejdzie np. do słonego morza, bardzo szybko przekona się, czy ma jakąkolwiek rankę lub zadrapanie na ciele. Dlatego sól w Biblii łączy się często z sądem. „Posolić” kogoś, to znaczy osądzić, czy jest zdrowy czy duchowo poraniony. Żartobliwie powiem, że gdyby radzieccy naukowcy chcieli wytworzyć sól, to pewnie wyszłaby im niesłona. Na co komu taka „radziecka” sól? Sól pozbawiona swoich własności jest pozbawiona sensu. Nie jest nawet godna politowania, ale wręcz pogardy – „wyrzucenia i podeptania”. Człowiek, który wyrzekałby się życia błogosławieństwami ewangelicznymi, wyrzekałby się bycia uczniem Chrystusa.

Współczesny człowiek bardzo nie lubi granic. Kojarzą mu się z wrogością czy agresją. Chce więc zacierać wszelkie granice. Chciałby na raz być umiłowanym uczniem Chrystusa, nosić Jego miano, a jednocześnie wyrzec się trudnego i mało komfortowego życia Błogosławieństw. Chciałby być niesłoną solą, chciałby być zakrytym i schowany światłem. Niesłona sól byłaby absurdalną farsą, a światło ukryte pod korcem świeciłoby samo dla siebie. Współczesny człowiek, który miłuje tylko samego siebie, nawet poza sobą nie widzi świata, cieszyłby się świecąc sam sobie, innego światła nie potrzebuje. Ale takie „światło” też nikomu nie jest potrzebne.

Pan Jezus w innym miejscu Ewangelii sam siebie nazywa „Światłem Świata”. Jeśli uczeń ma zdobyć takie miano, to powinien świecić jak Mistrz – świecić światłem Chrystusa. To światło ma świecić w ten sposób, żeby ludzie widząc przykład życia ucznia Chrystusa – chwalili Boga. Pozdrowienie polegające na pochwaleniu Pana: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” jest pozdrowieniem uczniów Chrystusa. Nie rozpoznają się oni przecież po dowodach osobistych. Powinni jednak umieć rozpoznać się po postawie ucznia, za którą chwali się nie ucznia lecz Mistrza. Chrześcijańskie pozdrowienie, po którym rozpoznają się uczniowie wnosi w ich życie odrobinę światła Chrystusa. Przyjdą przecież (szybciej, niż się spodziewamy) czasy, kiedy uczniowie Pana będą musieli szukać się nawzajem w świecie pozbawionym światła i smaku.

 

Ks. dr Bartłomiej Krzos